big game

Malezja.Big Game.Maj 2006

 

Początek sezonu, wędkarskiego, a tu trafia mi się mega gratka. Wymarzony wyjazd, możliwość wyhaczenia najbardziej sportowej ryby świata - Marlina.

 

 

Z Warszawy dolatuje do Miasta Singapur, gdzie wsiadam

w kolejny samolot i lecę na Malezyjską cześć Borneo.

Podróżuje z " nowo nabytą żoną, „ dlatego tez nie traktuje wyjazdu czysto wędkarsko, jest to niemożliwe " w tak pięknych ........okolicznościach przyrody... i niepowtarzalnych ".

Na Borneo dolatuje do miasteczka Kuching, gdzie wsiadam w busa, i dojeżdżam do wioski, z której łodzią dopływam ( wraz z zona) do Parku Narodowego Bako.

 

 

W trakcie trasy mijam paru wędkarzy!

Po aklimatyzacji i walkach z małpami ląduje na jednej z dziewiczych plaż, z wędka w ręku. Niestety nie mam zbyt wielu możliwości , gdyż okazuje się że na terenie parku narodowego, jest zakaz połowu jakichkolwiek ryb.

 

 

Po paru braniach  catfisha, ryby z jadowitymi płetwami o wyglądzie małego sumika chowam wędkę do plecaka.

 

 

Niepocieszony poświęcam się wycieczkom po dzikiej dżungli.

W trakcie następnego tygodnia odwiedzam kolejne miejscowości w stanie Sarawak, kierując się w kierunku Bruneii. Po przejechaniu malutkiego państwa dopływam promem na bezcłową malezyjska wyspę Labuan.

Wyspa okazuje się bardzo przyjazna, i w końcu pije piwo za przysłowiową złotówkę, w całej Malezji alkohol jest bardzo drogi i mało modny, mała puszka piwa kosztuje około 10zl. W Labuan 3.

Po paru piwkach w Fishermen's Corner

 

 

spacerując po wyspie dochodzę do portu, który okazuje się

mekką rybacką. Wcześniej widze pare plakatów z organizowanymi wypadami na Marlina. Pojawia się nadzieja. Czasu mało gdyż w Labuan przewiduejmy zostać tylko jedna noc, następnego dnia w południe mamy samolot do

Kota Kinabalu. W porcie zaczepiam paru rybaków,  czy nie zechcieli by popłynąć, po paru telefonach jednego z osiłków, ustawiam się na 6 rano następnego dnia.

Płyniemy największym ze stojących w pobliżu kutrów,

targuje cenę z 500 rm, na 200. Nie śpię prawie cała noc....

...5 rano budzę żone, i idziemy na pokład.

 

 

Pogoda wisielcza. Jednak temperatura 30 stopni C,

utrzymuje się przez cała dobę. Rybacy troszkę krzywo patrzą się na mojego kompana, dając mi do zrozumienia,

że kobieta na łódce przynosi pecha. Jednak są bardzo przyjaźni. Kapitan montuje wędkę, i oznajmia mi że będziemy trolingować.

 

 

Wspomina łamaną angielszczyzna że woda jest za ciemna do łowienia. Jednak to moja jedyna okazja, jutra juz nie będzie........... Kuter okazuje się bardzo duży, bez problemu pomieściłby cały klub " naszczycie".

 

 

Po wypłynięciu z portu zarzucamy przynęty, okoł 30cm woblerki, i zaczynamy trolować. Humor mi dopisuje, nie mogę się doczekać brania. Co jakiś czas przychodzi do mnie Skiper i sprawdza druga przynętę, czy cos nie siedzi,po czym oznajmia mi, że przy dużym szczęściu może cos puknie. Powoli wychodzi słonce.Zona leży na dziobie i odsypia wczesną pobudkę.

 

 

Dochodzi 9, a na haku pusto, słońce robi się nieznośne, zaczynam lekko przysypiać i tracić jakąkolwiek nadzieje na rybę moich marzeń. Jednak  jestem szczęśliwy ,siedzę na zasłużonym krążowniku i mam możliwość poczuć namiastkę prawdziwego łowienia.

 

 

Powoli kierujemy się do portu, kapitan wygląda na bardziej rozczarowanego niż ja.

....z Labuan, z butelka tequilli kieruje się do Kinabalu, gdzie łapie kolejną łajbę i ląduje na wyspach Mankuan.

Kolejny park narodowy, zakaz łowienia, a szkoda bo nurkujac na pobliskich rafach, natrafiłem na parę ładnych stadek barakud , a także igło-ryb, nie wspomnę o setkach kolorowych rybek niczym NEMO.

 

<powiększenie mapki>

 

mos